niedziela, 19 czerwca 2016

CHAPTER 2

Kiedy rano się obudziłam byłam tak zmęczona, że nawet nie chciało mi się czesać co ja mówię nawet trzymanie mojego telefonu było wyczynem. Właściwie to miałam inny pomysł na dzisiejszy dzień ale niestety nie jestem swoim szefem i muszę wypełniać polecenia z trudem zwlekam się z łóżka. Zakładam jakąś bluzę i udaje się w stronę królestwa Belli
-No cześć skarbie- przytula mnie, a ja zastanawiam się jakim cudem ta dziewczyna o godzinie 8 rano po nie przespanej nocy tryska energią jest umalowana, uczesana i wystylizowana
-Jak zdążyłaś doprowadzić do takiego stanu?- patrzę na nią wzrokiem mówiącym WTF
-Organizacja i praktyka, wszystkiego się nauczysz-uśmiecha się pokazując swoje idealnie proste zęby- Będziesz musiała bo z tego co wiem w tym klubie trzeba być zadbaną
-Nawet mi nie mów- wywracam oczami, a ona patrzy na mnie z litością
-Bierzmy się do roboty nie mamy zbyt wiele czasu- odsuwa dla mnie krzesło i od razu zaczyna szukać odpowiedniego podkładu... Po jakichś dwóch godzinach wyglądam tak co mnie dziwi, bo w sumie te ubrania są na prawdę spoko i nie przypominają zdzirowatych
-WOW wyglądam na prawdę dobrze- obracam się w lustrze i muszę stwierdzić, że lepiej czuje się w krótkich włosach
-Nie mogło być inaczej zajmowała się tobą najlepsza stylistka na tej planecie-wywraca oczami- A teraz na poważnie uważaj na siebie może ci się wydawać, że to zadanie jest proste ale znałam kiedyś Justina i uwierz mi potrafi namieszać w głowie
-Poradzę sobie ale będę tęsknić- zamykam drzwi i od razu udaję się do gabinetu Paula wiem, że ma dla mnie jeszcze jakieś informacje 
-Cześć zaraz mam wychodzić, a słyszałam, że coś dla mnie masz
-Posłuchaj uważnie młoda w klubie u Justina była kiedyś laska o imieniu Megan zdradziła go zaraz po oświadczynach z jego największym wrogiem, musisz uważać żeby czegoś o niej nie powiedzieć
-Nie ma problemu szefunciu dam sobie radę i raz na zawsze zamkniemy tą sprawę...
JUSTIN POV
-Stary one wszystkie są takie same żadna z nich nie przyciąga mojej uwagi- wzdycham i mam już ochotę opuścić pokój, kiedy na ekranie pojawia się śliczna brunetka jest ubrana jak zwykła nastolatka co bardzo mnie dziwi. Wygląda jakby była w takim miejscu pierwszy raz i pewnie tak jest, bo wydaje się być bardzo młodziutka więc czego może tu szukać
-Tak uważasz to popatrz na tą brunetkę w białej koszulce niezła sztuka- szczerzy się do monitora Chaz- Kurde jakie ona ma nogi- przybliża się coraz bardziej do ekranu, a ja zaczynam się śmiać 
-Ciekawe co Jess by na to powiedziała- mrozi mnie spojrzeniem 
-Nie odważyłbyś się- Mierzwie mu włosy, bo wygląda na tak zdenerwowanego jakby miał zaraz dostać zawału
-Zawołaj ją do mojego biura chce z nią porozmawiać na osobności- uśmiecham się do niego łobuzersko a on tylko wzdycha
- Myśl o Jess, myśl o Jess- śmieje się z niego,bo jeszcze nie dawno nie odpuściłby sobie za nic takiej laski a teraz proszę...
Nareszcie słyszę pukanie do drzwi poprawiam się na fotelu i krzyczę 
-Proszę wejść- drzwi pomalutku się uchylają a w nich stoi brunetka
-Ummm chciał się Pan ze mną spotkać- widać że jest zdenerwowana trzęsą jej się ręce i nerwowo zakłada włosy za ucho co swoją drogą słodko wygląda
-Tak chciałem się dowiedzieć co ty tutaj robisz, nie wyglądasz jak reszta dziewczyn
-Potrzebuje pracy i pieniędzy 
-Jak masz na imię?
-Jestem Kylie proszę pana 
-Mów mi Justin nie jestem w końcu taki stary chociaż w porównaniu do ciebie ile tak właściwie masz lat wyglądasz młodziutko 
- 16 a to w czymś przeszkadza 
- Nie w niczym tylko dlaczego akurat praca w takim klubie jesteś bardzo ładna z łatwością znalazłabyś pracę jako jakaś asystentka
-Koleżanka mi powiedziała że szukasz kogoś do pracy więc pomyślałam w sumie czemu nie?- uśmiecha się przelotnie,a na jej policzkach pojawiają się dołeczki co swoją drogą jest mega słodkie
-Mogę cie zatrudnić jako barmankę, a kiedy stwierdzę, że jesteś gotowa zaczniesz tańczyć, nie będziesz mieszkać tutaj, bo uważam, że to nie jest odpowiednie miejsce. Na razie zamieszkasz w moim domu razem z moim przyjacielem i jego dziewczyną Jessica nauczyć cię tańczyć.
-Czyli mam tą robotę- wygląda jakbym co najmniej dał jej jakiś prezent, a nie prace w klubie ze striptizem 
-Oczywiście, że tak jeżeli masz przy sobie rzeczy Chaz od razu odwiezie cię do domu a Jess przygotuje dla ciebie pokój. Ja przyjadę wieczorem i będę chciał zobaczyć co potrafisz- jej oczy robią się wielkie,a ja dopiero wtedy orientuje się, że opacznie to zrozumiała- chodzi mi o taniec Kylie tylko o taniec- puszczam jej oczko,a ona się rumieni jest taka bezbronna i nie wyobrażam sobie jak będzie pracowała w klubie ona jest niewinna jak stokrotka
-Mam walizki w szatni więc jeśli o to chodzi to jestem spakowana 
-Odprowadzę cię do Chaza i widzimy się wieczorem, Teresa moja gospodyni przygotuje ci do jedzenia co tylko będziesz chciała i gdybyś czegoś potrzebowała to jej to powiedz albo do mnie zadzwoń
-Tylko jest mały problem z moim telefonem 
-Jaki- pytam zdziwiony, bo wydawało mi się, że dla dzisiejszych nastolatków telefon to najważniejsza rzecz na świecie 
-Nie ma w nim twojego numeru 
-Bardzo śmieszne Teresa ma mój numer więc jakby coś to ją o niego poproś. I jeszcze jedno może chodzić wszędzie tylko nie do mojej sypialni zrozumiano 
-Tak jest szefie i dziękuje,że nie muszę tu mieszkać
-Nie ma za co wiem, że to nie jest wymarzony świat szesnastolatki...

poniedziałek, 21 września 2015

ROZDZIAŁ 1

-Jak to kurwa Samantha odeszła- rzucam szklanką w ścianę obok głowy mojego przyjaciela- była naszą najlepszą dziwką- jestem strasznie zdenerwowany, bo masa klientów przychodziła tu tylko dla niej
-Stary nie martw się urządzimy casting i kogoś znajdziemy- Chaz uśmiecha się od ucha do ucha czyli już wiem co rozumie przez te castingi ostre pieprzenie- zresztą dzisiaj zarobiliśmy sporo forsy więc nie ma się o co martwić
-Mam taką nadzieje- wyciągam paczkę papierosów i częstuje kolegę ale ten odmawia co mnie zdziwiło, bo on przecież jest nałogowym palaczem-O co chodzi?
- Jessica tego zapachu i nie chce się potem ze mną lizać- czy tego kolesia popierdoliło słucha się jakiejś laski
-Stałeś się pantoflarzem- śmieje się a on ma nie tęgą minę i tylko czekam jak wybuchnie
-Z tego co wiem jakby Megan tu była to ty też byś nim był- od dłuższego czasu nie słyszałem tego imienia,a teraz wspomnienia uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą zaczęło mi się przypominać wszystko. Nasz pierwszy pocałunek, seks jak się jej oświadczyłem w wieku dwudziestu lat, a ona nie cały tydzień potem mnie zdradziła. Była jedyną kobietą którą oprócz mamy i siostry naprawdę kochałem, mogłem zrobić dla niej wszystko żyła u mojego boku jak królowa a i tak wybrała tego idiotę- Kurdę stary przepraszam- odzywa się Chaz zauważając, że mocno mnie to dotknęło
- Nic się nie stało ten temat jest już dla mnie zamknięty- zauważam, że spaliłem już papierosa więc wrzucam go do popielniczki- A teraz żegnam cię przyjacielu i chyba pójdę odwiedzić Ashley, bo ostatnio jak nikt inny nie potrafi mnie odstresować- mrugam do niego ale ten idiota i tak dobrze wie o co mi chodzi. Wchodzę piętro wyżej niż moje biuro i znajduje się na korytarzu, gdzie mieszkają wszystkie moje panie, na drzwiach są tabliczki z ich imionami i kiedy zauważam napis Sam zrywam go i wrzucam do pobliskiego kosza. Wchodzę bez pukania do Ashley i widzę ją leżącą na łóżku w samej bieliźnie i z słuchawkami w uszach co oznacza, że mnie nie słyszy. Ściągam koszulkę przez głowę i nachylam się nad nią jednocześnie całując jej szyje, dziewczyna się spina ale kiedy zauważa, że to ja od razu odpływa...
                                                                      Chaz Somers
                                                                   Jessica Simpson
                                                                     Ashley Hadid
KYLIE POV
-Zadanie jest proste idziesz na casting wygrywasz go i starasz się znaleźć dowody żeby zamknąć w końcu tego skurwiela- mówi mój szef przeglądając akta Biebera
-Tylko kiedy ja mam tam pojechać i jak dostać się na ten casting?
-Ktoś z naszych cię tam podwiezie, a to najprawdopodobniej odbędzie się jutro- podaje mi do ręki teczkę gdzie są materiały związane z Justinem Bieberem pseudonim Dragon- Jedna z naszych wtyczek cię tam wcisnęła więc masz tylko jedną szanse
-Jeszcze jakieś wskazówki?- pytam przeglądając już zawartość teczki w skupieniu, ponieważ jak najszybciej muszę przyswoić wszystko co się tam znajduje
-Tylko jedna nie daj się złapać- wstaje i wychodzi z mojego pokoju, a ja zaczynam pracować nad planem tego jak działają ludzie Biebera. Po dwóch godzinach intensywnej pracy słyszę pukanie do pokoju
-Proszę- krzyczę i obracam się w stronę drzwi a tam stoi Bella
-Mam za zadanie przygotować cię na jutrzejszy casting- uśmiecha się od ucha do ucha i ciągnie mnie za rękę tylko, że ja dzisiaj na prawdę nie mam ochoty na jej przebieranki
-Długo nam to zajmie- wzdycham, a ona patrzy na mnie wzrokiem jakby chciała mnie zabić więc stwierdzam, że lepiej się wycofać i być potulnym, a pójdzie szybko...
Minęło pięć godzin przebierania się, malowania, czesania i nauki seksownego tańca. Jest godzina druga w nocy, a ja dopiero kładę się spać i biorę prysznic...

niedziela, 20 września 2015

NOWY BLOG

                                                                     PROLOG
Szkoła, rodzice, chłopcy, przyjaźnie, rozstania, problemy z rodzeństwem, imprezy czyli jednym słowem życie normalnej nastolatki...Rzecz której nigdy nie doświadczyłam, w wieku dwóch lat po śmierci moich rodziców zostałam zabrana do agencji szkoleniowej dla tajnych agentów. Pewnie wydaje wam się to dziwne dlaczego znalazłam się właśnie tam ale to nic trudnego po prostu mój dziadek był takim agentem. Dzisiaj w wieku piętnastu lat stałam się jedną z najlepszych agentek i oczywiście najmłodszych, muszę się jeszcze nauczyć wielu rzeczy ale nie mam nic innego czym mogę się zająć. Nie wolno mi sobie od tak gdzieś wyjść, ludzie którzy tu trafiają są w pewnym stopniu odizolowani od społeczeństwa...
Pieniądze, dziewczyny, szybkie samochody, imprezy, alkohol to coś czego pragnie więcej chłopaków a ja mam to wszystko i jeszcze więcej. Dwudziestojednoletni chłopak który zrobił karierę na wyścigach ulicznych, dzisiaj jest jednym z największych dilerów, król wyścigów, właściciel najbardziej ekskluzywnego klubu ze striptizem. Ludzie próbują mnie zniszczyć ale ja zbudowałem imperium coś czego nie da się zniszczyć.
Historia dziewczyny i chłopaka pochodzących z dwóch rożnych światów przede wszystkim jedno z nich broni prawa a drugie je łamie. Dziewczyna która nigdy nie doświadczyła miłości nie znająca żadnych uczuć i chłopak który stracił miłość a teraz się nią bawi. Życie na krawędzi strach przed tym że ktoś cię zabije że dowiedzą się kim jesteś...


piątek, 6 marca 2015

CHAPTER IV

Schowałem jej walizkę do bagażnika gdzie ledwo się zmieściła, zauważyłem że dziewczyna nie wsiada i wtedy przypomniałem sobie że rzuciłem na fotel pieniądze.
-Włóż je do schowka- powiedziałem,a kiedy się schyliła miałem super widok na jej tyłek i muszę powiedzieć że jak trochę poćwiczy to będzie mieć najlepszą pupę na świecie. Wsiadła na siedzenie, a ja zamknąłem za nią drzwi, jechaliśmy w ciszy co bardzo mnie denerwowało więc postanowiłem to przerwać- Jak masz na imię?
-Ja..um..Kylie- mówiła nawet się na mnie nie patrząc 
-A mogłabyś się na mnie popatrzeć- byłem już lekko zdenerwowany ja zabieram ją z deszczu pomagam zapraszam do swojego mieszkania a ona co. Ponieważ się na mnie nie popatrzyła zatrzymałem się na poboczu i chwyciłem ją za żuchwę- Jak mówię, że masz na mnie spojrzeć to masz to zrobić. Pomagam ci a ty zachowujesz się jak suka- puściłem jej twarz,a  ona dalej jął odwróciła jakby nic do niej nie dotarło. Ale muszę powiedzieć zaimponowała mi tym,że się mnie nie przestraszyła jakbym jął wyszkolili to była by niesamowita, zresztą o czym ja mówię nie jestem jej niańką nie będę załatwiał jej pracy...
POV Kylie
Weszliśmy do jakiegoś klubu ale tylnym wejściem, wjechaliśmy na samą górę windą i chociaż na dole było bardzo głośno to tu można było usłyszeć nawet muchę, szłam za chłopakiem ciągnąc walizkę, weszliśmy wielkimi czarnym drzwiami do całkiem normalnego domu. Przez korytarz gdzie kazał mi zostawić buty i kurtkę weszliśmy do salonu gdzie stały dwie wielkie kanapy i największy telewizor jaki kiedykolwiek widziałam tak się zapatrzyłam że nawet nie zauważyłam że chłopak gdzieś sobie poszedł. Zaczęłam się rozglądać ale nigdzie go nie było...

czwartek, 5 marca 2015

CHAPTER III

POV Ivy
-Wisz że jak on się o tym do wie to wpadnie w szał-powiedział Cam kiedy mu powiedziałam że kogoś mam 
-Wiem i to mnie martwi nie chcę go zranić- zastanawiałam się czy się nie wycofać ale z drugiej strony zakochałam się czułam się tak jak jeszcze nigdy wcześniej ale podobało mi się to.
-Proszę cie tylko żebyś nie mówiła mu tego przed wyścigiem- nawet o tym nie myślałam muszę mu to powiedzieć jakoś delikatnie 
- No coś ty wiem że na pewno by się wkurzył i wszystko spieprzył- znałam go na wylot był impulsywny wybuchowy
- A tak poza tym ciesze się że w końcu kogoś masz- kochałam w nim to że zawsze mnie wspierał był jak mój brat tak samo jak Justin i chociaż na samym początku go kochałam byłam pewna że teraz już tak nie jest chociaż nasze relacje tak wyglądają- Mm nadzieję że mi go przedstawisz
-No pewnie i cieszę się że nie masz nic przeciwko 
- Przestań wiesz że chce twojego szczęścia- rozchylił ręce żebym się do niego przytuliła co od razu zrobiłam - kocham cię siostrzyczko- obydwoje się zaśmialiśmy 
-Ja ciebie też braciszku- zawsze chciałam mieć takiego brata jakim był dla mnie Cam potrafił mnie pocieszyć rozśmieszyć doradzał mi na zakupach chociaż często sprzeczaliśmy się tak jak rodzeństwo. Przyjaciele z przypadku rodzeństwo z wyboru często sobie to powtarzaliśmy 
-To co idziemy na obiad i jedziemy na wyścigi?
-Brakuje w twoim planie jeszcze powrotu do domu i przebrania się 
-Przepraszam zapomniałem- wywrócił oczami i pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji na Brooklyn było tam najlepsze jedzenie pod słońcem często próbowaliśmy z Camem odwzorować ich przepisy ale nigdy nie wychodziło nam tak jak im. Ale przynajmniej mieliśmy przy tym kupę śmiechu i przy okazji bałaganu Justin nigdy nienawidził gotować więc nawet go nie wołaliśmy ale jeżeli już to robiliśmy to mówił nam jedyną potrawą jaką potrafię przygotować jest kawa. Jechaliśmy samochodem nie całą godzinę i cały czas śpiewaliśmy piosenki ze składanki którą stworzyłam na urodziny chłopaka. Weszliśmy do restauracji i na szczęście były jeszcze wolne stoliki usiedliśmy zaraz przy oknie żeby móc podziwiać piękny ogród na zewnątrz było tam masę malutkich strumyczków i jeziorek. Zamówiliśmy sobie nasz ulubiony makaron z filetem brokułem i szpinakiem no i oczywiście jak zawsze był fenomenalny...
W domu 
Streszczaj się bo musimy jeszcze załatwić parę spraw- słyszałam jak chłopak krzyczał zza drzwi mojej łazienki 
-Już prawie jestem gotowa- powiedziałam mu tak chociaż byłam jeszcze w rozsypce ale jakby się o tym dowiedział to dostał by białej gorączki. Balsamowałam swoje ciało balsamem brzoskwiniowym nucąc piosenkę Demi Lovato podziwiałam ją za to co przeszła była dla mnie wzorem założyłam niebieską bieliznę i zaczęłam suszyć włosy na szczęście zrobiłam to szybko i mogłam zacząć je prostować 
-Ivy Somers masz trzydzieści minut a jak nie to wyciągnę cię stamtąd siłą- chyba się wkurzył więc przyspieszyłam tempa kiedy skończyłam z włosami zrobiłam sobie szybki makijaż i ubrałam wcześniej przygotowany zestaw

POV Kylie
Zaczynam żałować że zdecydowałam się na ten wyjazd przecież nie znam tu nikogo nie znam tego miasta, ludzie tutaj całkiem inaczej funkcjonują nie interesuje ich zwykła zagubiona dziewczyna. Idąc zdałam sobie sprawę że na dworze jest już ciemno ale jest bardzo ciepło jak na tą porę i nawet nie muszę mieć na sobie kurtki. Usiadłam na ławce i wszystko do mnie wróciło przypomniałam sobie pogrzeb rodziców telefon z informacją że już w moim życiu nie ma trzech osób które najbardziej kochałam, zostałam sama tak w młodym wieku. Sama nie wiem kiedy zaczęłam płakać chyba dopiero teraz dotarło do mnie że ich już nie będzie, a ja zostałam sama na dodatek w miejscu gdzie nikt mi nie pomoże  nie pocieszy, gdzie nie mam nikogo. Po prostu siedziałam i płakałam i dziękowałam bogu że na tej ulicy nie chodziło tak dużo osób...
POV Justin 
Bez żadnych problemów wygraliśmy wyścig ale ja poczułem chęć pojeżdżenia sobie od tak samochodem chciałem się zastanowić nad wszystkim co się w moim życiu dzieje gdzie to wszystko zmierza. Pożegnałem się ze wszystkimi wziąłem swoje pieniądze rzuciłem na fotel pasażera i wsiadłem do samochodu zauważyłem jeszcze że wszyscy idą w stronę klubu Paula. Jeździłem ulicami gdy zaczął padać deszcz i był tak mocny że świata nie było widać musiałem trochę zwolnić bo nie potrzebowałem teraz wypadku. Zauważyłem na ławce dziewczynę która siedziała ze spuszczoną głową a deszcz na nią lał, zatrzymałem się i zawołałem 
- Coś się stało- nic nie odpowiadała i już chciałem odjechać ale kiedy podniosła głowę zobaczyłem że tusz spływa jej po policzkach tylko że nie z powodu deszczu ona płakała tak jak moja mama wtedy gdy tata jął zostawił. Pamiętałem to jakby to było wczoraj i nie mogłem tak jej zostawić wysiadłem z samochodu i usiadłem koło niej zauważyłem że jest strasznie rozstrzęsiona a obok niej stoi wielka walizka- Podwieźć cię gdzieś- Obróciła głowę w moją stronę i muszę powiedzieć że mimo tego iż była zapłakana wyglądała przepięknie
-Nie mam gdzie jechać dzisiaj tu przyjechałam i nie mam nikogo- tego się nie spodziewałem ale przecież nie mogę jej tu tak zostawić 
- Możemy pojechać do mnie- uśmiechnąłem się do niej a ona przytaknęła- Schowam twoją torbę a ty wsiadaj 

niedziela, 25 stycznia 2015

CHAPTER II

POV Justin 
Spałem sobie spokojnie kiedy usłyszałem jak Cam zaczął drzeć swoją mordę
- Bieber już czternasta a dzisiaj wyścig !- jaki on spostrzegawczy 
- Wiem nie musisz się martwić- przykryłem głowę poduszką i dalej chciałem zasnąć niestety usłyszałem otwierani drzwi mojego pokoju, a zaraz potem ktoś na mnie usiadł byłem pewien że to na pewno nie był mój przyjaciel, bo ten osobnik był za lekki- Ivy- powiedziałem patrząc na dziewczynę nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłem 
- Domyślam się ja za tobą też. Ale słyszałam że wszystko poszło gładko
-Kochanie jak inaczej mogło być kiedy ja tam byłem- nie myślcie że Ivy jest moją dziewczyną po prostu przyjaźnimy się od dziecka i tego typu zachowania są u nas normalne
- Panie skromny zrobiłam na śniadanie twoje ulubione naleśniki, a tak właściwie to już jest obiad czekamy z Camem na dole- chciała ze mnie zejść ale złapałem ją za jej jędrne pośladki 
- I co tak sobie teraz stąd pójdziesz i zostawisz mnie samego?- popatrzyła na mnie i się zaśmiała 
- Nie ma na to czasu i dobrze o tym wiesz- wstała z mojego łóżka i dopiero teraz zobaczyłem co ma na sobie
-Mówisz że nie ma na to czasu a przyszłaś tu tak ubrana- uśmiecha się tylko do mnie i wychodzi zamykając drzwi, a ja niestety muszę wstać chociaż nie jest mi to na rękę bo wróciliśmy w środku nocy. Ściągam swoje bokserki i wchodzę pod prysznic włączając zimno wodę która mam nadzieje chociaż trochę mnie rozbudzi nalewam na rękę trochę żelu pod prysznic i myję swoje ciało włosy myję szamponem dla małych dzieci. Wiem że to może dziwne ale mam fioła na punkcie swoich włosów a tylko po tym szamponie nie mam łupieżu wycieram się czarnym puszystym ręcznikiem, który zawiązuje w pasie. Włosy wycieram małym białym ręcznikiem i po chwili są już prawie suche więc nawet nie włączam suszarki, wchodzę do pokoju gdzie widzę Cama który czegoś szuka 
- Co tam stary?- pytam chłopaka który zaraz na mnie patrzy 
- Mogę pożyczyć twoją ładowarkę bo swoją gdzieś zgubiłem
-Pewnie jest w gniazdku koło łóżka tylko potem mi ją oddaj- schyla się tam i ją odpina po czym zaraz wychodzi z mojego pokoju, wchodzę do mojej garderoby i wyciągam czyste czarno czerwone bokserki Calvina Klaina i od razu je na siebie zakładam. Biorę jeszcze parę czarnych dresów i również je zakładam i schodzę na dół gdzie moi przyjaciele siedzą i popijają kawę razem z Paule
-Bieber słyszałem że odwaliłeś kawał nie złej roboty- mówi patrząc na mnie 
- Jak zawsze- mówię z pewnym siebie uśmiechem 
-W takim razie wygraj jeszcze dzisiaj wyścig bo podobno można zgarnąć masę kasy- zaciera ręce na samą myśl o tym 
- Nie ma sprawy- biorę jednego naleśnika z talerza Ivy i zaczynam się nim zajadać a ona patrzy na mnie morderczym wzrokiem na co pstrykam ją w nos
-A i jeszcze jedno to wyścig drużynowy i pojedziesz z Liamem- no on sobie chyba  żartuje dobrze wie że my się nienawidzimy i nie ma szans żebyśmy się w najbliższym czasie dogadali 
- Wiesz że to zjebany pomysł- patrzy na mnie i kręci głową
- Musicie się nauczyć oddzielać biznes od spraw prywatnych. Jesteście dwójką moich najlepszych kierowców i nikt inny nie jest w stanie tego wygrać dobrze o tym wiesz- przytakuje głową 
- On  już o tym wie?
-Tak i był tak samo zadowolony jak ty- nalewam sobie mleka do szklanki i w tym samym momencie do kuchni wchodzi Liam co jest jednoznaczne z tym że ja muszę wyjść bo inaczej może się polać krew.  Biorę jeszcze jeden naleśnik i idę w stronę garażu żeby zobaczyć swój samochód idę w sam róg garażu, gdzie stoi przykryty czarną płachtą ściągam ją i widzę moją największą miłość... 
2 godziny przed wyścigiem wszystko już było gotowe samochody sprawdzone zakłady porobione trening zrobiony i konkurencja sprawdzona, muszę przyznać że z Liamem nie pracowało się najgorzej zna się na jeździe ja korygowałem jego błędy, a on moje. Ustaliliśmy że najpierw pojedzie on a potem ja byłem głodny więc poszedłem na dół do klubu żeby ktoś coś dla mnie przygotowała bo moi przyjaciele pojechali sobie na obiad gdzieś poza Bronx. W klubie nie było nikogo oprócz barmana i dziewczyn które ćwiczyły przed dzisiejszym występem po wyścigu, dopiero teraz zauważyłem że wszystkie nasze tancerki to blondynki jednak największą furorę robiła Boni. Byłem z nią kiedyś ale zdradziła mnie z Liamem w dzień moich urodzin teraz jest między nami w porządku.
-Załatwisz mi coś do jedzenia- mówię do barmana który chyba jest tu nowy bo pierwszy raz go widzę 
- Oczywiście co pan sobie życzy- mówi wystraszony co mnie nie samo wicie śmieszy 
-Przede wszystkim nie mów do mnie pan- kiwa głową twierdząco- jestem Justin- podaje mu rękę a on mi swoją i mówi
- Luke- puszczam jego rękę i przelatuję wzrokiem menu 
- Poproszę łososia z ryżem i sałatką i do tego jakiś sok wyciskany na świeżo - chłopak notuje wszystko na małej białej karteczce a ja idę usiąść do stolika gdzie będę miał lepszy widok na dziewczyny. Muszę powiedzieć że są coraz lepsze w tym co robią tańczą bardzo zmysłowo chociaż mają na sobie długie leginsy i koszulki wyglądają ponętnie, a co będzie kiedy będą w bieliźnie.
-Twoje zamówienie- mówi chłopak stawiając przede mną czarny talerz z jedzeniem które wygląda smakowicie i od razu zabieram się za jedzenie dziewczyny przestają tańczyć i podchodzą do baru po wodę.
-Cześć jak tam?- pyta Vanessa ta dziewczyna jest dla mnie jak starsza siostra kiedy pokłócę się z Ivy to ona zawsze mi mówi co mam zrobić żeby mi wybaczyła 
-W porządku. Ale słyszałem że kiedy mnie nie było znalazłaś sobie chłopaka- dziewczyna sięrumieni a ja lekko szturcham ją w brzuch 
-Każdy kiedyś do tego dorośnie- mówi i wystawia mi język- nawet ty nie masz się co martwić
-Wcale się nie martwię lubię swoje życie i przede wszystkim ja nie wierzę w miłość- wkładam do ust ostatni kawałek łososia i popijam sokiem jabłkowym 
-Pewnie a Ivy to co?- wywraca oczami 
- Jest moją przyjaciółką 
-Od kiedy to przyjaciele ze sobą sypiają 
-Jesteśmy ze sobą bardzo blisko więc to normalne 
- To żadne tłumaczenie- mówi i odchodzi od mojego stolika w stronę reszty dziewczyn, a mnie zostawia z myślami wiem że mój układ z Ivy nie jest do końca normalny ale mi on odpowiada kiedyś próbowaliśmy być razem ale nam nie wyszło. Rozmawialiśmy na temat naszych relacji i dziewczyna stwierdziła że my się po prostu nie kochamy tak jak kochają się pary i tu jest nasz problem, a mi jest dobrze tak jak jest nikt nie jest w stanie mnie tak zadowolić jak moja najlepsza przyjaciółka. Wie kiedy jej potrzebuje zawsze kiedy mam zły dzień i muszę odreagować idę do niej pamiętam jak zrobiliśmy to razem pierwszy raz ja ją rozdziewiczyłem a ona mnie rozprawiczyła czy jak to się tam nazywa. Była dla mnie bardzo ważna znała mnie lepiej niż ja sam siebie rozumieliśmy się bez słów a to że niektórym nie odpowiada nasz układ wogóle mnie nie obchodzi. Wyciągam telefon z kieszeni i okazuje się że do wyścigu zostało jakieś 45 minut więc muszę się zbierać wstaję od stołu i idę w stronę windy, wchodzę do niej i wciskam przycisk z ostatnim piętrem. Wpadam do mojego pokoju jak strzała przebieram się w to 
Wrzucam kluczyki do samochodu do kieszeni biorę swój telefon i zjeżdżam windą do garażu bo nie chce mi się biegać po schodach wsiadam do swojego samochodu otwieram bramę i wyjeżdżam z piskiem opon. Po dziesięciu minutach jazdy jestem już na wyznaczonym miejscu wyścigu parkuję swój samochód koło Liama a Cam od razu otwiera moją przednią klapę i ludzie pod chodzą żeby sobie popatrzeć albo zrobić zdjęcie.Wychodzę z samochodu i witam się z wszystkimi po kolei zauważam w oddali Paula którego mina wskazuje na to że na nas liczy i mam się postarać wygrać, albo nawet macie wygrać bo jak nie to was wykastruję. Śmieję się pod nosem i rzucam okiem na to ile osób się pojawiło i czy jest ktoś w miarę dobry i jedyną ekipą wartą uwagi jest ekipa Iana. Znałem tych kierowców na wylot już nie raz ich pokonałem znałem każdy ich slaby punkt i potrafiłem to wykorzystać. Pojawiła się masa fajnych dziewczyn niektóre znałem ale 

sobota, 24 stycznia 2015

CHAPTER I

,,Ból tak idealny perfekcyjnie wypełnia mnie całą od środka"
 Dzisiaj w końcu się od tego uwolnię od wspomnień od współczujących znajomych którzy na siłę chcą mnie uszczęśliwić tak na prawdę nie wiedząc co przeżywam jak ciężko jest  mi się z tym pogodzić. Wyciągam z szafy dużą fioletową torbę na kółkach i pakuje do niej moje ubrania buty i kosmetyki na koniec chowam jeszcze swojego laptopa i idę do łazienki wziąć prysznic. Ściągam swoje różowe piżamy w krowy które kupiła mi mama uwielbiałam je bo było mi w nic super ciepło, weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę. Nalałam na rękę mojego ulubionego szamponu o zapachu zielonego jabłuszka, a potem umyłam jeszcze ciało żelem cytrynowym stoję jeszcze chwile pod prysznicem a moje ciało otula gorąca woda. Wychodzę z pod prysznica i od razu owijam się  niebieskim puszystym ręcznikiem i takim samym wycieram swoje włosy, zaraz potem suszę je moją małą białą suszarką, bo dużą zapakowałam już do walizki. Zdenerwowana tym że nie mogę wysuszyć swoich włosów wyłączam suszarkę  i wiąże jeszcze lekko wilgotne włosy w niechlujnego koka na czubku głowy. Zakładam białą zwykłą bieliznę i wmasowuje w swoje ciało truskawkowy balsam podchodzę do lustra i widzę że moja twarz nie jest w zbyt dobrym stanie mam mega wory pod oczami. Staram się je ukryć podkładem i nawet mi się to udaje maluję jeszcze rzęsy tuszem a usta muska bezbarwnym błyszczykiem a na szyi zapinam złoty naszyjnik z napisem ''Kathrin'' , który dostałam od rodziców na urodziny. Dobrze wiedzieli że wolę angielską wersję swojego imienia i specjalnie dla mnie go zamówili nosiłam go zawsze na każdą okazję. Wyszłam z łazienki i wyjęłam z szafy ten zestaw 
i od razu go zakładam wrzucam do torby telefon słuchawki i moją ulubioną książkę a mianowicie ''Ciemny Krąg'' chwytam swoją walizkę i ciągnę ją do drzwi. Ostatni raz odwracam się i patrzę na dom w którym się wychowałam i nigdy więcej go już nie zobaczę. Pomimo tego że słońce prawie nie świeci zakładam na oczy okulary i idę w stronę stacji gdzie zatrzymują się pociągi czekam nie całe pięć minut i pociąg przyjechał. Wsiadłam na pierwsze lepsze miejsce, a walizkę postawiłam obok siebie na ekranie w pociągu pokazał się rozkład gdzie pociąg się zatrzyma okazało się że wysiadam na ostatnim przystanku i czeka mnie półtorej godziny jazdy. Wyciągam z torebki słuchawki i podpinam je do mojego złotego iphone 5s, po chwili mogę już odchylić głowę do tyłu i zagłębić się w tekście mojej ulubionej piosenki którą znam na pamięć. 
Wysiadłam z pociągu i ciągnąc walizkę szłam w stronę lotniska które było już w zasięgu mojego wzroku, doszłam do niego w niecałe dziesięć minut bo bardzo mi się spieszyło nie mogłam się spóźnić na odprawę. Stałam w kolejce do odprawy wyciągając z torebki dokumenty podaje je jednemu mężczyźnie a drugi zabiera moją walizkę i torebkę, sprawdzają czy nie chcę aby czegoś przewieść. Na szczęście nic nie pikło dokumenty były w porządku i bez problemu dostałam się do samolotu, siadam na fotelu zaraz koło okna. Obok mnie siada jakaś zakochana para która cały czas trzyma się za ręce odwracam wzrok i patrze w małe kwadratowe okienko stewardessa informuje nas o tym aby zapiąć pasy bo będziemy startować oczywiście nie obyło się bez pisków  też leciałam samolotem ale pierwszy raz ale wcale nie panikowałam bo nie było nawet po co nie poczułam kiedy wystartowaliśmy. Czekał mnie 12 godzinny lot więc wyciągam swoją książkę i zaczynam czytać w miejscu w którym skończyłam zaznaczyłam je zakładką którą zrobiła dla mnie siostra na urodziny. Nie mogę się skupić na książce bo para która obok mnie siedzi cały czas szepcze sobie jakieś miłe słówka do ucha co mnie nie samo wicie denerwuje. Wkładam słuchawki do uszu i staram się zasnąć co jak się okazuje nie jest takie trudne...
-Proszę pani lot już się skończył wylądowaliśmy- mówi stewardessa stojąca zaraz obok mnie wstaję zbieram swoje rzeczy z siedzenia, rzucam krótkie dziękuje do kobiety i wychodzę z samolotu. Idę w stronę miejsca gdzie kieruje się reszta pasażerów zabieram swoją walizkę i idę w stronę najbliższej restauracji w tym budynku bo jestem głodna jak wilk. Zamawiam sałatkę z kurczakiem i sok pomarańczowy wyciągam  z kieszeni telefon i wchodzę na jakieś serwisy plotkarskie ale zaraz słyszę chrząknięcie 
-Pani zamówienie- mówi śliczna blondynka w moim wieku- gdyby jeszcze czegoś pani chciała proszę wołać mamy pyszne ciastka 
-A macie może sernik na ciepło z lodami- dziewczyna chwilkę myśli i zaraz odpowiada
-Tak czy przynieść je za chwilę- zastanawiam się chwilę ale myślę czemu nie 
- Tak poproszę ale dopiero za jakieś piętnaście minut bo muszę zjeść to- pokazuję ręką na talerz 
- Oczywiście- dziewczyna się uśmiecha i odchodzi od mojego stolika a ja zaczynam jeść sałatka jest pyszna nigdy jeszcze takiej nie jadłam zjadam całą i popijam sokiem a kelnerka niesie mój pyszny sernik 
- Proszę to dla pani. Mogę zabrać talerz?- znowu promiennie się uśmiecha 
- Tak proszę powiedzieć kucharzowi że była wspaniała- tym razem to ja się uśmiecham 
- Przekaże tu ma pani rachunek- zabieram od dziewczyny karteczkę a ona ou odzi od mojego stolika o dziwo rachunek nie jest tak duży jak się spodziewałam zjadam sernik i odchodzę od stolika. Podchodzę do kasy i płacę przy okazji kupuję sobie od razu butelkę wody na później bo znając mnie zaraz zachce mi się pić, wychodzę z wielkiego budynku na niesamowicie ruchliwą ulicę pomimo tego że jest już bardzo późno. Nie mam pojęcia w którą stronę mam się kierować ani jak się tu odnaleźć...
''A tak naprawdę wcale nie jest dobrze...''