sobota, 24 stycznia 2015

CHAPTER I

,,Ból tak idealny perfekcyjnie wypełnia mnie całą od środka"
 Dzisiaj w końcu się od tego uwolnię od wspomnień od współczujących znajomych którzy na siłę chcą mnie uszczęśliwić tak na prawdę nie wiedząc co przeżywam jak ciężko jest  mi się z tym pogodzić. Wyciągam z szafy dużą fioletową torbę na kółkach i pakuje do niej moje ubrania buty i kosmetyki na koniec chowam jeszcze swojego laptopa i idę do łazienki wziąć prysznic. Ściągam swoje różowe piżamy w krowy które kupiła mi mama uwielbiałam je bo było mi w nic super ciepło, weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę. Nalałam na rękę mojego ulubionego szamponu o zapachu zielonego jabłuszka, a potem umyłam jeszcze ciało żelem cytrynowym stoję jeszcze chwile pod prysznicem a moje ciało otula gorąca woda. Wychodzę z pod prysznica i od razu owijam się  niebieskim puszystym ręcznikiem i takim samym wycieram swoje włosy, zaraz potem suszę je moją małą białą suszarką, bo dużą zapakowałam już do walizki. Zdenerwowana tym że nie mogę wysuszyć swoich włosów wyłączam suszarkę  i wiąże jeszcze lekko wilgotne włosy w niechlujnego koka na czubku głowy. Zakładam białą zwykłą bieliznę i wmasowuje w swoje ciało truskawkowy balsam podchodzę do lustra i widzę że moja twarz nie jest w zbyt dobrym stanie mam mega wory pod oczami. Staram się je ukryć podkładem i nawet mi się to udaje maluję jeszcze rzęsy tuszem a usta muska bezbarwnym błyszczykiem a na szyi zapinam złoty naszyjnik z napisem ''Kathrin'' , który dostałam od rodziców na urodziny. Dobrze wiedzieli że wolę angielską wersję swojego imienia i specjalnie dla mnie go zamówili nosiłam go zawsze na każdą okazję. Wyszłam z łazienki i wyjęłam z szafy ten zestaw 
i od razu go zakładam wrzucam do torby telefon słuchawki i moją ulubioną książkę a mianowicie ''Ciemny Krąg'' chwytam swoją walizkę i ciągnę ją do drzwi. Ostatni raz odwracam się i patrzę na dom w którym się wychowałam i nigdy więcej go już nie zobaczę. Pomimo tego że słońce prawie nie świeci zakładam na oczy okulary i idę w stronę stacji gdzie zatrzymują się pociągi czekam nie całe pięć minut i pociąg przyjechał. Wsiadłam na pierwsze lepsze miejsce, a walizkę postawiłam obok siebie na ekranie w pociągu pokazał się rozkład gdzie pociąg się zatrzyma okazało się że wysiadam na ostatnim przystanku i czeka mnie półtorej godziny jazdy. Wyciągam z torebki słuchawki i podpinam je do mojego złotego iphone 5s, po chwili mogę już odchylić głowę do tyłu i zagłębić się w tekście mojej ulubionej piosenki którą znam na pamięć. 
Wysiadłam z pociągu i ciągnąc walizkę szłam w stronę lotniska które było już w zasięgu mojego wzroku, doszłam do niego w niecałe dziesięć minut bo bardzo mi się spieszyło nie mogłam się spóźnić na odprawę. Stałam w kolejce do odprawy wyciągając z torebki dokumenty podaje je jednemu mężczyźnie a drugi zabiera moją walizkę i torebkę, sprawdzają czy nie chcę aby czegoś przewieść. Na szczęście nic nie pikło dokumenty były w porządku i bez problemu dostałam się do samolotu, siadam na fotelu zaraz koło okna. Obok mnie siada jakaś zakochana para która cały czas trzyma się za ręce odwracam wzrok i patrze w małe kwadratowe okienko stewardessa informuje nas o tym aby zapiąć pasy bo będziemy startować oczywiście nie obyło się bez pisków  też leciałam samolotem ale pierwszy raz ale wcale nie panikowałam bo nie było nawet po co nie poczułam kiedy wystartowaliśmy. Czekał mnie 12 godzinny lot więc wyciągam swoją książkę i zaczynam czytać w miejscu w którym skończyłam zaznaczyłam je zakładką którą zrobiła dla mnie siostra na urodziny. Nie mogę się skupić na książce bo para która obok mnie siedzi cały czas szepcze sobie jakieś miłe słówka do ucha co mnie nie samo wicie denerwuje. Wkładam słuchawki do uszu i staram się zasnąć co jak się okazuje nie jest takie trudne...
-Proszę pani lot już się skończył wylądowaliśmy- mówi stewardessa stojąca zaraz obok mnie wstaję zbieram swoje rzeczy z siedzenia, rzucam krótkie dziękuje do kobiety i wychodzę z samolotu. Idę w stronę miejsca gdzie kieruje się reszta pasażerów zabieram swoją walizkę i idę w stronę najbliższej restauracji w tym budynku bo jestem głodna jak wilk. Zamawiam sałatkę z kurczakiem i sok pomarańczowy wyciągam  z kieszeni telefon i wchodzę na jakieś serwisy plotkarskie ale zaraz słyszę chrząknięcie 
-Pani zamówienie- mówi śliczna blondynka w moim wieku- gdyby jeszcze czegoś pani chciała proszę wołać mamy pyszne ciastka 
-A macie może sernik na ciepło z lodami- dziewczyna chwilkę myśli i zaraz odpowiada
-Tak czy przynieść je za chwilę- zastanawiam się chwilę ale myślę czemu nie 
- Tak poproszę ale dopiero za jakieś piętnaście minut bo muszę zjeść to- pokazuję ręką na talerz 
- Oczywiście- dziewczyna się uśmiecha i odchodzi od mojego stolika a ja zaczynam jeść sałatka jest pyszna nigdy jeszcze takiej nie jadłam zjadam całą i popijam sokiem a kelnerka niesie mój pyszny sernik 
- Proszę to dla pani. Mogę zabrać talerz?- znowu promiennie się uśmiecha 
- Tak proszę powiedzieć kucharzowi że była wspaniała- tym razem to ja się uśmiecham 
- Przekaże tu ma pani rachunek- zabieram od dziewczyny karteczkę a ona ou odzi od mojego stolika o dziwo rachunek nie jest tak duży jak się spodziewałam zjadam sernik i odchodzę od stolika. Podchodzę do kasy i płacę przy okazji kupuję sobie od razu butelkę wody na później bo znając mnie zaraz zachce mi się pić, wychodzę z wielkiego budynku na niesamowicie ruchliwą ulicę pomimo tego że jest już bardzo późno. Nie mam pojęcia w którą stronę mam się kierować ani jak się tu odnaleźć...
''A tak naprawdę wcale nie jest dobrze...''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz